Raz w wozie, raz w nawozie po raz ostatni w roku 2018!


Witajcie!


Czas najwyższy nadrobić zaległości na blogu. Nie ukrywam, że nie chciało mi się dalej pisać. Nie miałam weny, ochoty oraz wciągnęło mnie studenckie życie. Poprzednie części historii z podróży znajdziecie tutaj: I i II.



Kompan wiedział co lubię. Widok z ruin zamku był obłędny.  Koszt wstępu na zamek wynosił 2 euro, więc malutko. Pochodziliśmy dookoła pozostałości po zamku podziwiając potęgę gór.



Wracając kupiliśmy jakieś pamiątki, pyszne lody za śmieszną cenę 2-3 gałki za 1e. Busem dojechaliśmy do Baru, gdzie udaliśmy się na wylotówkę. Podróż do Ulcinij zajęła nam chwilę, nie zwiedziliśmy miasta. Zostaliśmy tam dwie noce. Czemuż? Otóż łapiąc stopa z flagą naszego pięknego kraju przypadkiem zostawiłam ją na chodniku. Wysiadłam z samochodu podbiegłam po nią. Bieg zakończył się pięknym poślizgnięciem. Upadłam na fladze, centralnie na zgiętych kolanach zrywając strupy. Polała się krew. Czarnogórzanin dał mi kawałek szmaty, odpalił szalone techno „Fuck me hard”. Na miejscu dostałam antybiotyk.






Wydostanie się z Ulcinij było łatwe, pokierowaliśmy się na Podgoricę, a potem Serbie. Dzień zleciał nam na podziwianiu czarnogórskich gór z przyjemnym Niemcem. Zatrzymywaliśmy się razem aby podziwiać zapierające wdech górskie widoki. Wśród szczytów znaleźliśmy zjazd do parku z lazurowym jeziorkiem otoczonym przez brzozy. Przyjazny Niemiec zabrał nas w okolice Mojkovac. Próbowaliśmy się wydostać w stronę Belgradu pociągiem, ale nie wyszło. Łapiąc stopa dostaliśmy propozycję od lokalnego mieszkańca aby spać na jego kempingu. Na miejscu okazało się, że dostaliśmy maleńki domek, składający się z materaca w środku. Na polu był prysznic oraz nie kucana toaleta!










Powrót do Polski zajął nam kolejne 3 doby. Z Mojkovac dostaliśmy się jednym strzałem do Belgradu, z Belgradu na granicę serbsko-węgierską, a tam w stronę Pragi. Miałam przyjemność podziwiać stare miasto o 5 rano. Po zakupach w Lidlu udaliśmy się na wylotówkę w stronę Polski. Szczęśliwie tego samego dnia dojechaliśmy do Poznania, gdzie wsiadłam w pociąg i dojechałam do Torunia.

 W rodzinnym domu nie posiedziałam za długo. Poczekałam aż moja rana trochę się zagoi, a następnie pojechałam na Woodstock.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz